Kandydaci widzą więcej, niż firmom się wydaje
Ogłoszenie dla mida-stażysty na B2B za stawkę ledwo pozwalającą opłacić składki. Lista wymagań dłuższa niż opis patch notesów do gry MMORPG. „Rodzinna atmosfera” jako główny benefit.
Brzmi jak mem? Problem w tym, że kandydaci naprawdę trafiają na takie oferty.
Chaos w ogłoszeniu wygląda jak chaos w firmie
Dla wielu organizacji oferta pracy nadal jest tylko formalnością. Kilka buzzwordów, długa lista technologii i można publikować.
Tyle że kandydaci bardzo szybko wyłapują, kiedy firma sama nie wie, kogo właściwie szuka. A wtedy proces zaczyna wyglądać bardziej jak desperackie łapanie kogokolwiek niż profesjonalna rekrutacja.
Kandydaci skanują, nie studiują
Dzisiaj nikt nie czyta ogłoszenia od deski do deski. Kandydaci scrollują oferty jak feed social mediów. W kilka sekund oceniają, czy oferta wygląda sensownie.
I właśnie dlatego przeładowane wymagania działają odwrotnie niż oczekują firmy. Zamiast przyciągać ekspertów, odstraszają ludzi, którzy naprawdę znają swoją wartość.
Rekrutacja też buduje wizerunek
Każda oferta pracy jest reklamą firmy. Nawet jeśli organizacja tego nie planowała.
Źle napisane ogłoszenie mówi kandydatom bardzo dużo. O komunikacji, kulturze pracy i poziomie chaosu wewnątrz organizacji. Czasem więcej niż zakładka „o nas”.
Chcesz przeczytać pełne wydanie? To tylko fragment #24 wydania #Małowiele o rekrutacji. Więcej rekrutacyjnych absurdów i obserwacji rynku znajdziesz tutaj:
https://www.linkedin.com/pulse/o-nie%C5%9Bmiesznych-%C5%BCartach-w-rekrutacjach-solid-jobs-hmahf/
