Ogłoszenia bez widełek. Procesy ciągnące się miesiącami. Zadania rekrutacyjne zajmujące pół weekendu. Cisza po rozmowach. Zmiana decyzji po kilku etapach, bo „biznes zmienił kierunek”. I kandydaci, którzy po raz kolejny próbują zrozumieć, co właściwie poszło nie tak.
Najgorsze jest jednak to, że wiele osób zaczęło traktować to jako standard rynku.
A przecież rekrutacja nie musi tak wyglądać.
Brak widełek to nie detal
W #Małowiele o rekrutacji wzięliśmy tym razem pod lupę najczęstsze błędy po stronie procesów rekrutacyjnych. Takie, które kandydaci widzą codziennie, ale branża HR często próbuje tłumaczyć „specyfiką rynku”.
Jednym z największych problemów nadal pozostają widełki wynagrodzenia.
I nie, ich brak nie jest przypadkiem. To świadoma decyzja, która już na starcie buduje nieufność. Kandydat wchodzi w proces kompletnie w ciemno. Nie wie, czy jego oczekiwania mieszczą się w budżecie firmy. Rekruter z kolei rozmawia z osobą, która może być świetnie dopasowana kompetencyjnie, ale kompletnie poza zakresem finansowym. Obie strony tracą czas, energię i cierpliwość.
Widełki nie rozwiązują wszystkich problemów rekrutacji. Ale są podstawowym punktem odniesienia. Pokazują, że firma wie, czego szuka i ile jest gotowa za to zapłacić.
I naprawdę trudno dziś mówić o transparentności bez tej jednej informacji.
Ogłoszenia pełne sloganów już nie działają
Drugi problem? Ogłoszenia, z których kandydat nie dowiaduje się praktycznie niczego.
„Dynamiczne środowisko.”
„Młody zespół.”
„Ciekawe projekty.”
Brzmi znajomo?
Tylko że kandydaci nie szukają dziś reklamowego sloganu. Szukają konkretów. Chcą wiedzieć:
- czym będą się zajmować,
- z kim będą pracować,
- jak wygląda proces,
- jaki jest model pracy,
- jakie są oczekiwania,
- i oczywiście - ile można zarobić.
Tymczasem wiele ogłoszeń nadal przypomina mgłę złożoną z buzzwordów i pustych fraz. A później firmy dziwią się, że dostają niedopasowane aplikacje albo nie dostają ich wcale.
Problem bardzo często nie leży nawet w złej woli rekruterów. Częściej w chaosie komunikacyjnym wewnątrz firmy. Hiring manager nie przekazał szczegółów. Zespół techniczny nie miał czasu. Proces trzeba było odpalić szybko.
I tak powstaje ogłoszenie „żeby było”.
Rekrutacja to nie serial na osiem sezonów
Kolejna rzecz, która regularnie wraca w rozmowach z kandydatami? Długość procesów rekrutacyjnych.
Rozmowa HR. Rozmowa techniczna. Spotkanie z managerem. Spotkanie z zespołem. Zadanie. Kolejne spotkanie. Jeszcze jeden call „na szybko”.
A decyzji nadal brak.
Firmy często tłumaczą to chęcią dokładnego sprawdzenia kandydata. Problem polega na tym, że im dłuższy proces, tym większe ryzyko utraty naprawdę dobrych osób. Najlepsi kandydaci bardzo rzadko czekają miesiącami na odpowiedź.
I tutaj znowu nie chodzi o wielką rewolucję. Czasem wystarczy:
- połączyć część spotkań,
- uprościć zadania,
- jasno rozpisać etapy procesu,
- szybciej podejmować decyzje.
Rekrutacja nie jest testem cierpliwości ani lojalności. To początek potencjalnej współpracy.
Ghosting nadal ma się świetnie
Chyba nic nie wraca w rozmowach o rynku pracy tak często, jak brak feedbacku.
Kandydat poświęca czas na przygotowanie CV. Bierze udział w rozmowach. Rozwiązuje zadania. Czasem inwestuje w proces naprawdę dużo energii.
I nagle zapada cisza.
Bez informacji. Bez decyzji. Bez zwykłego „dziękujemy”.
W 2025 roku nadal traktujemy feedback jak luksus, a nie podstawowy element komunikacji. Tymczasem często wystarczyłoby jedno zdanie. Krótka wiadomość. Jasny sygnał, że po drugiej stronie naprawdę siedzi człowiek.
Bo feedback nie musi być perfekcyjny.
Musi po prostu istnieć.
To naprawdę można robić lepiej
Najważniejszy wniosek z tego wydania #Małowiele jest bardzo prosty.
Większość problemów w rekrutacji nie wynika z braku narzędzi ani technologii. Wynika z przyzwyczajeń. Z procesów kopiowanych latami. Z podejścia „tak się robi”.
Tylko że kandydaci coraz mniej chcą brać udział w procesach, które odbierają im poczucie szacunku i sprawczości.
Transparentność, feedback, sensownie napisane ogłoszenie czy jasna komunikacja nie są dodatkiem premium. To absolutne minimum profesjonalnej rekrutacji.
Chcesz przeczytać pełne wydanie?
To tylko fragment najnowszego wydania #Małowiele o rekrutacji. W pełnym biuletynie znajdziesz konkretne przykłady rekrutacyjnych absurdów, najczęstsze błędy firm oraz praktyczne sposoby na uproszczenie procesów i poprawę komunikacji z kandydatami.
Pełne wydanie przeczytasz tutaj:
Nie zgadzamy się na rekrutację, w której kandydat traci godność
