Rekrutacja16 czerwca 2025

Czy rekrutacja naprawdę musi boleć? O chaosie, frustracji i rynku, który sam sobie przeszkadza

Po jednej stronie mamy kandydatów, którzy wysyłają miesięcznie dziesiątki aplikacji i coraz częściej nie pamiętają już nawet, gdzie aplikowali. Po drugiej stronie są rekruterzy, którzy przeglądają setki CV, z których tylko kilka rzeczywiście pasuje do stanowiska.

Czy rekrutacja naprawdę musi boleć? O chaosie, frustracji i rynku, który sam sobie przeszkadza

Rekrutacja coraz częściej przypomina chaos

W ankietach, które przeprowadziliśmy w ramach #Małowiele, ponad połowa rekruterów przyznała, że otrzymuje maksymalnie pięć naprawdę dopasowanych CV na jedną rekrutację. Jednocześnie ponad jedna trzecia kandydatów wysyła miesięcznie ponad 30 aplikacji.

I właśnie tutaj zaczyna się błędne koło.

Kandydat nie dostaje odpowiedzi, więc aplikuje wszędzie. Rekruter dostaje setki zgłoszeń, więc ogranicza komunikację do minimum. Kandydat widzi ciszę, więc wysyła jeszcze więcej CV.

Wszyscy robią więcej pracy. Efekty są coraz gorsze.

Obie strony mają rację. I obie strony się mijają

Rekruterzy pytają:

„Dlaczego kandydaci nie czytają ogłoszeń?”

Kandydaci pytają:

„Dlaczego nikt nie czyta mojego CV?”

I prawda jest taka, że obie strony mają swoje argumenty. Problem polega na tym, że bardzo często działamy na założeniach, które dawno przestały być aktualne.

Rekruter zakłada, że kandydat dokładnie przeanalizował ofertę. Kandydat zakłada, że ktoś po drugiej stronie poświęcił kilka minut na przeczytanie jego doświadczenia. Tymczasem procesy są coraz szybsze, zespoły bardziej przeciążone, a ATS-y filtrują aplikacje zanim człowiek zobaczy pierwszą linijkę CV.

I właśnie dlatego tak wiele procesów kończy się frustracją zamiast zatrudnieniem.

Problemem nie zawsze jest technologia

Łatwo powiedzieć, że wszystkiemu winne są algorytmy albo automatyzacja. Tylko że technologia bardzo często jedynie przyspiesza problemy, które już wcześniej istniały.

Bo nawet najlepszy ATS nie naprawi źle napisanego ogłoszenia. Nie zastąpi komunikacji. Nie sprawi, że kandydat poczuje się potraktowany poważnie.

W #Małowiele dużo rozmawialiśmy właśnie o intencji. O tym, że kandydaci nie oczekują idealnego procesu. Bardzo często wystarczy im krótka informacja zwrotna albo zwykły kontekst decyzji. Rekruterzy z kolei nie oczekują perfekcyjnych aplikacji. Chcą wiedzieć, dlaczego ktoś naprawdę zainteresował się konkretną rolą.

Rekrutacja nie musi być traumą

Są firmy, które komunikują się dobrze. Są kandydaci, którzy podchodzą do procesu świadomie i profesjonalnie. Są rekruterzy, którzy nawet przy ogromnej liczbie procesów nadal potrafią być ludzcy.

I co ciekawe, wcale nie wymaga to gigantycznych budżetów ani nowej platformy rekrutacyjnej.

Bardzo często wystarczy:

  • prostsze i bardziej konkretne ogłoszenie,
  • kilka zdań szczerego feedbacku,
  • jasna komunikacja,
  • mniej korporacyjnego języka,
  • więcej normalnej rozmowy.

Brzmi banalnie? Może właśnie dlatego tak rzadko to robimy.

Chcesz przeczytać pełne wydanie?

To tylko fragment najnowszego wydania #Małowiele o rekrutacji. W pełnym biuletynie znajdziesz wyniki ankiet, historie kandydatów i rekruterów oraz szerszą analizę chaosu rekrutacyjnego w 2025 roku.

Pełne wydanie przeczytasz tutaj:

Czy rekrutacja naprawdę musi boleć?